Pomysł znowelizowania ustawy o dopłatach do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich, zakładający obowiązkowe ubezpieczenia m.in. od suszy, szczególnie po doświadczeniach tegorocznego nadzwyczaj suchego lata, wydaje się słuszny. Sytuacja rolników zaskoczonych kataklizmem byłaby zupełnie inna, gdyby byli ubezpieczeni. Tyle że nie chcą – ze względu na koszt.
Chcemy te koszty ustawowo zminimalizować, żeby ubezpieczenie 1 ha pszenicy kosztowało rolnika ok. 30 zł – mówi Lech Kuropatwiński, poseł Samoobrony z Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Obecnie kosztuje ok. 130-140 zł. To znacząca różnica, dlatego że trzy czwarte kosztów ubezpieczenia płaciłby budżet państwa, a resztę rolnik. Poza tym ubezpieczyciele niechętnie ubezpieczają płody rolne, bo są to jednostkowe przypadki. Jeżeli ubezpieczenie będzie obowiązkowe, powszechne, to szacujemy, że ubezpieczy się 70-80 proc. rolników. Przy kompleksowym i powszechnym ubezpieczeniu upraw i zwierząt gospodarczych inaczej szacuje się ubezpieczenie. Jeżeli jest ubezpieczonych milion gospodarstw, to inaczej się przelicza ten szacunek niż gdy jest ubezpieczone 100 tys. gospodarstw.
Poseł Kuropatwiński przyznaje, że w projekcie na pewno są jeszcze pewne luki, które trzeba dopracować i z ubezpieczycielami, i z rolnikami. Zaznacza, że temat nie jest zamknięty, bo to dopiero projekt.
Jest na etapie składania do Sejmu i dopiero pójdzie do pierwszego czytania – informuje poseł.
W tej sytuacji może dziwić fakt, że do Polskiej Izby Ubezpieczeń projekt dotarł oficjalnie dopiero 18 września. W związku z tym nie chciałbym w tej chwili wyrażać opinii – stwierdza Andrzej Pityński, zajmujący się ubezpieczeniami rolnymi w PIU. Projekt ustawy został rozdysponowany do członków powołanej w tym celu grupy, która się do niego odniesie i prawdopodobnie do końca września prześlemy nasze stanowisko do ministerstwa.
Aby poznać projekt, PIU musiała się o niego upomnieć. Jeszcze większe zdziwienie budzi fakt, że do współpracy nie zaproszono Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, a instytucja ta jest wymieniana w projekcie kilka razy, bo ustawa przewiduje dla UFG konkretne role (patrz ramka). Jednak ponieważ projekt jest ogólnie dostępny (choćby na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi), to naturalne jest, że UFG zapoznał się z jego treścią. I niestety ma sporo uwag. Zdaniem prezes UFG sprawy, które dotyczą ubezpieczeń obowiązkowych, ale również wiążą się z kontrolą spełnienia obowiązku tego ubezpieczenia, powinny znaleźć się w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych, ponieważ jest to zbiór wszystkich zasad, które dotyczą ubezpieczeń obowiązkowych oraz kontroli spełnienia obowiązku. Wtedy byłoby to czytelne, jednoznaczne i kompleksowe.
Jeśli chodzi o uwagi bardziej szczegółowe, to przede wszystkim ustawa nie określa w jakim celu tworzy się Fundusz Reasekuracji Ubezpieczeń Upraw Rolnych, ale po co go się tworzy, kiedy i kto ma te czynności wykonywać, to już z projektu nie wynika – mówi Elżbieta Turkowska-Tyrluk, prezes zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Jednocześnie przypisuje się tam UFG pewne funkcje, a my nie jesteśmy zakładem ubezpieczeń, nie jesteśmy stroną ubezpieczenia, nie mamy licencji na prowadzenie działań ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych. W związku z tym ta propozycja jest dosyć kuriozalna. Mowa jest tam również o opłatach za brak obowiązkowego ubezpieczenia upraw – mają one wpływać na rachunek UFG, ale przypisuje się nam przepisy dotyczące kontroli spełnienia obowiązku w budynkach rolnych, tyle że akurat opłaty za brak ubezpieczenia w budynkach rolnych nie wpływają na rachunek UFG – wpływają do gminy. To istotna niekonsekwencja. Projekt trzeba doprecyzować, a przede wszystkim konsultować, ale żeby konsultować, to trzeba do tych konsultacji zaprosić.
Bardziej optymistycznie brzmi ocena PZU, które do konsultacji zostało zaproszone:
Zmiany w ustawie umożliwiają rolnikom ubezpieczanie od wybranych ryzyk, a nie w formie pakietu, jak to miało miejsce dotychczas – mówi Konrad Rojewski, koordynator w Biurze Zarządzania Produktami PZU SA. Projekt ustawy zakłada również udział budżetu państwa w odszkodowaniach na zasadzie reasekuracji, a poza tym podwyższenie limitów stawek taryfowych do 5 proc. sumy ubezpieczeniowej zamiast 3,5 proc. Ustawa wciąż jednak określa górny limit, chociaż zakłady postulowały zniesienie tego zapisu. Nowe przepisy będą dla zakładów na tyle atrakcyjne, że chętniej będziemy ubezpieczać dotowane uprawy. Projekt ustawy nie jest tym, czego oczekują ubezpieczyciele i nie promuje ubezpieczeń rolnych w wystarczający sposób. Przyznaję jednak, że jest to przełom w tej dziedzinie.
Posłowie chcą, by prace nad ustawą zakończyły się najpóźniej w lutym, jeszcze przed sezonem, żeby rolnik już wiedział co ma ubezpieczyć.
Robimy wszystko, żeby ta ustawa weszła, ale na to potrzebne jest w budżecie ok. 400 mln zł. Czy uda się to zawrzeć w tym budżecie? – zastanawia się poseł Lech Kuropatwiński. Jeśli w budżecie nie będzie pieniędzy – ustawa, nawet popierana przez większość, nie będzie mogła zaistnieć. My chcemy równorzędnie pracować i nad budżetem, i nad ustawą, żeby w odpowiednim momencie można było powiedzieć, że ustawa wchodzi, ale i wchodzą pieniądze budżetowe.
Polscy rolnicy nie uciekną przed ubezpieczeniami. W uzasadnieniu projektu czytamy: "Wprowadzenie obowiązku ubezpieczenia upraw jest również konieczne w związku z unijnym obowiązkiem posiadania polis ubezpieczenia przez rolników, którzy od 2010 r. będą ubiegać się o inne formy wsparcia z budżetu krajowego w przypadku wystąpienia klęsk."
Każdy, kto będzie chciał korzystać z różnych dofinansowań, dopłat, będzie musiał być ubezpieczony – dodaje poseł Samoobrony. Ustawa jest konieczna i potrzebna. Nie można do niej podejść w 2009 r. Trzeba przygotować ją znacznie wcześniej. Jeżeli pieniądze w budżecie na 2007 r. nie znajdą się w całości, to być może znajdzie się ich chociaż połowa i zobaczymy jakie będzie zainteresowanie rolników. Jeżeli będzie duże i zabraknie pieniędzy – wtedy są jeszcze rezerwy budżetowe, z których można skorzystać, aby zabezpieczyć to wszystko, co w ustawie jest. Ustawa na pewno wymaga poprawek, ale jeżeli się ją dopracuje, to ma szansę wejść, bo jest przychylność wielu posłów.
| CO ZAKŁADA PROJEKT USTAWY? Projekt zmiany ustawy o dopłatach do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich zakłada wprowadzenie dopłat z budżetu państwa do składek płaconych przez rolników, którzy obowiązkowo mieliby się ubezpieczyć od zdarzeń losowych. Umowy ubezpieczenia byłyby reasekurowane. Uprawy zbóż, kukurydzy, rzepaku, rzepiku, chmielu, tytoniu (to nowość), warzyw, drzew i krzewów owocowych, ziemniaków lub buraków cukrowych można byłoby ubezpieczyć od huraganu, powodzi, nawalnego deszczu, gradu, pioruna, obsunięcia się ziemi, lawiny, przymrozków i – po raz pierwszy – od suszy. Projekt ustawy proponuje rozdzielenie tych ryzyk. Ustawa definiuje kiedy jest mowa o szkodach spowodowanych przez huragan, piorun, wymarznięcia i suszę. Projekt zakłada 2 warianty wysokości dopłat (od 40 do 60 proc.). Zakłada stworzenie Funduszu Reasekuracji Ubezpieczeń Upraw Rolnych, który stanowiłby wyodrębniony rachunek bankowy w Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym (UFG). Umowy reasekuracyjne z zakładami ubezpieczeń miałby zawierać UFG, który otrzymywałby dotację celową z budżetu państwa na wypłatę odszkodowań producentom rolnym z tytułu ubezpieczenia upraw, gdyby kwota odszkodowań wynikająca z umów reasekuracji była wyższa od kwoty środków funduszu. Obowiązek ubezpieczenia miałby dotyczyć tylko rolników prowadzących gospodarstwa rolne towarowe, utrzymujących się ze sprzedaży swoich produktów (otrzymują płatności bezpośrednie w kwocie powyżej 800 euro rocznie) lub wszystkich rolników, którzy otrzymują płatności bezpośrednie. Za niedopełnienie obowiązku ubezpieczenia rolnicy musieliby wnosić opłaty na rzecz UFG na rachunek funduszu (50 euro rocznie). Ustawa miałaby wejść w życie od 1 stycznia 2007, jednak obowiązek ubezpieczenia upraw od ryzyka powodzi, suszy oraz przemarznięć miałby zostać wprowadzony od 1 lipca 2008 r. Roczne koszty funkcjonowania systemu to 300 mln zł, a po wprowadzeniu od lipca 2008 r. obowiązku zawierania umów ubezpieczenia upraw – 600 mln zł. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz